Kraj lat dziecinnych – jak pisał mój imiennik – zawsze zostanie święty i czysty jak pierwsze kochanie. Obrazy dawno minionych czasów ancien régime’u nie tylko w mojej pamięci pokryła litościwa patyna zapomnienia, łagodząca ostre kanty wspomnień i pozwalająca zachować obraz przeszłości wyidealizowany, choć nie mniej przez to – przynajmniej na swój sposób – prawdziwy. A tę listę z przydziałami, to kiedy wywieszą? Podobnym sentymentem planszówkowców należących do mojego pokolenia i starszych, przynajmniej po części można tłumaczyć sukces Kolejki pozwalającej przypomnieć sobie dawno uleciały smak oranżady w proszku i pożądanie, jakim darzono niemal nieosiągalne wigrusy (nie mówiąc już o klockach Lego i Matchboxach, dostępnych jedynie w sklepach Przedsiębiorstwa Eksportu Wewnętrznego). Także na podobnej nucie gra wydana przez Telewizję Polską i stowarzyszenie Inte-Gra planszówka Alternatywy 4, oparta na popularnym serialu, którego premiera odbyła się trzy dekady temu, a który od tamtego czasu nie przestaje bawić kolejnych pokoleń. Choć na telewizyjnej antenie ostatnimi czasy widać go rzadziej, to znalezienie w Internecie przynajmniej niektórych jego odcinków jest kwestią dosłownie kilku z Kolejką nasuwają się nie tylko przez okres historyczny, do jakiego nawiązują oba tytuły – do obydwu dołączono także materiał edukacyjny opracowany przez Andrzeja Zawistowskiego, dyrektora Biura Edukacji Politycznej IPN. obie gry skierowane są też do podobnej grupy wiekowej odbiorców, zbliżona jest także liczba graczy, którzy mogą brać w nich udział w rozgrywce. Jeśli jednak gra Karola Madaja już na starcie atakowała użytkownika siermiężną szarzyzną przywodzącą na myśl czasy centralnego planowania i (przejściowych) trudności w zaopatrzeniu, Alternatywy 4 stawiają na zupełnie inną estetykę, zdecydowanie lepiej pasującą do gry familijnej. O ile bowiem samo pudełko z nazwą pisaną w sposób przypominający tabliczkę z numerem bloku, wizualnie nie oszałamia, o tyle w jego wnętrzu znajdziemy barwną planszę, kolorowe karty i wypraski z mnóstwem żetonów i znaczników mieniących się całą gamą barw. Niestety w pudełku nie uwzględniono żadnych przegródek na uporządkowanie całego tego bogactwa, stąd nie jest złym pomysłem zaopatrzenie się zawczasu w kilka woreczków strunowych. Niewątpliwym plusem jest natomiast jakość wykonania wszystkich elementów – zrobiono je z tektury grubej, twardej i odpornej na ścieranie, także karty, których będą używać uczestnicy rozgrywki, powinny wytrzymać wiele partii, choć oczywiście warto zabezpieczyć je standardowymi koszulkami. Ej, sąsiedzie, podejdź no pan tu. Szczególną uwagę warto zwrócić na kartonowe figurki postaci mieszkańców bloku pod tytułowym adresem – duże, czytelne, podobnie jak inne elementy utrzymane w nieco karykaturalnej stylistyce, momentalnie przywodzą na myśl przedstawianych bohaterów serialu (jedynie Anioł jak dla mnie nie do końca przypomina Romana Wilhelmiego, ale to drobiazg). A skoro o postaciach mowa – tych jest w grze szóstka, oprócz wspomnianego już gospodarza domu znajdziemy cały przekrój sylwetek – od profesora Dąb-Rozwadowskiego, docenta Furmana i chimerycznej śpiewaczki Kotlińskiej, po dźwigowego Kotka i Józefa Balcerka, ojca wielodzietnej rodziny (który opisany jest jako hodowca gołębi, choć szczerze wątpię, by właśnie to zajęcie było pierwszym kojarzącym się z nim współlokatorom). Wybór osoby, którą będziemy kierować w czasie rozgrywki, nie ma większego wpływu na jej przebieg, z jednym wyjątkiem – Stanisław Anioł zawsze musi być obecny wśród wybranych postaci, a zasady, według których będzie przebiegać jego tura, różnią się zasadniczo od tych, jakim podlegają inni uczestnicy gry. A cieć, to jest dla mnie – o, taki mały! To już na starcie podkreśliłbym jako poważny minus gry – uczynienie jednej postaci kluczową dla rozgrywki sprawia, że niejako automatycznie gra będzie się koncentrować wokół niej, a fakt, że dysponuje ona możliwościami niedostępnymi innym, tym bardziej potęguje wrażenie dysproporcji. Pozostali mieszkańcy różnią się od siebie jedynie kosmetycznie - każdy z nich ma jakąś specjalną zdolność, ale nie wpływają one drastycznie na granie poszczególnymi lokatorami. O ile stanowiło to dla mnie niemiłe zaskoczenie, o tyle jeszcze większym był fakt, że wbrew kategorii, do której zaliczają swą grę autorzy Alternatywy 4, niespecjalnie jest to gra familijna. Już po przejrzeniu instrukcji czy rozegraniu jednej-dwóch pierwszych kolejek okazuje się, że jest to nietypowy worker placement, oparty na negatywnej interakcji (o czym nieco więcej za chwilę). Rozgrywka składa się z kilku etapów (w standardowym wariancie – trzech) podzielonych na pięć rund każdy. Każda runda odpowiada trzem godzinom z życia mieszkańców, zaś pełen etap odzwierciedla jeden dzień w bloku przy ulicy Alternatywy 4. Tu znów trudno się nie zdziwić – czemu ma służyć przyjęcie takiej nomenklatury? Skoro każdy etap to jeden dzień, czy nie lepiej byłoby nazwać go po prostu dniem? W końcu musimy sobie pomagać, nie? Na początku każdego dnia (chciałem powiedzieć: etapu) gracze w tajemnicy wybierają jedną z sześciu (w przypadku gospodarza domu – pięciu) Cech postaci, określających, za co zdobywać będą punkty zwycięstwa. I tak na przykład Jednostka aspołeczna zyska je za śmiecenie i uchylanie się od prac społecznych, Kapuś – za donoszenie na sąsiadów, a Skromny obywatel – za uprzątanie śmieci i spotkania z gospodarzem domu. Następnie w kolejnych rundach gracze, również w tajemnicy, wybierają swoim postaciom miejsca, do których te się udadzą, i w których będą wykonywać przypisane do nich akcje – na Klatce schodowej można wpisać któregoś z lokatorów na listę prac społecznych, a w Klubie lokatorskim – złożyć donos na nielubianego sąsiada. Opcje dostępne Aniołowi są nieco odmienne – dla przykładu wizyta w Klubie lokatorskim pozwala mu, jeśli napotka tam jakiegoś lokatora, zmusić go, by w kolejnej rundzie udał się do wskazanej lokalizacji. Oprócz akcji przypisanych do miejsc jak i działań zachodzących automatycznie (jak złożenie donosu na sąsiada przy spotkaniu gospodarza domu czy możliwość sprzątania / śmiecenia w niektórych lokacjach), dodatkowe opcje mogą nam dawać także karty lokatorów / gospodarza (odpowiednio dla mieszkańców i gospodarza domu). Patrząc na akcje wykonywane przez współgraczy można domyślać się, jakie role wybrali, i na tej podstawie przewidzieć ich działania w kolejnych rundach – kolejną pomocą w tym jest fakt, że żadnej lokacji nie można odwiedzić dwa razy z rzędu, a miejsce aktualnego (lub ostatniego) pobytu każdego mieszkańca jest zawsze znane. Dodatkowym elementem wpływającym na przebieg gry są prace społeczne zarządzane przez gospodarza oraz towary (pozyskiwane podczas wizyty na Podwórku), które na koniec każdego dnia umożliwiają wzięcie udziału w licytacji – jednak jako że jej stawką jest zaledwie jeden punkt zwycięstwa, w żadnej z rozegranych przeze mnie partii nie były one istotnym elementem strategii graczy. Jak napisał pisarz Sofronow... Każdego dnia mieszkańcy odwiedzają więc różne miejsca w bloku, wykonują rozmaite działania, które mają im przynieść upragnione punkty zwycięstwa i starają się szkodzić sąsiadom – śmiecąc, składając donosy i wrabiając ich w prace społeczne. Mimo że pozornie nie ma zbyt wielu dostępnych możliwości (w końcu na planszy jest tylko pięć miejsc), karty znacząco zwiększają ilość opcji, a różnie ważnym elementem strategii, jak planowanie własnych działań, jest przewidywanie poczynań przeciwników. W rezultacie mam poważne wątpliwości, czy tytuł nominalnie przeznaczony dla dwunastolatków nie okaże się dla nich zbyt trudny – nie mówiąc już o tym, że odniesienia do serialowej rzeczywistości sprzed trzydziestu lat będą dla nich zupełnie nieczytelne. Nie jest to jednak zbyt poważny mankament, szkoda tylko, że nie jedyny. O ile tłok na planszy (szczególnie, gdy w jednym miejscu zbierze się kilku mieszkańców, zestaw towarów i sterta śmieci) można jeszcze przeboleć, to poważniejszym minusem jest dla mnie nierównoważenie postaci - gdyby każdy z mieszkańców bloku przy ulicy, która miała nosić imię porucznika Kazubka, był rzeczywiście inny od pozostałych, nie miałbym do tego żadnych zastrzeżeń. Niestety wyróżnienie jednej postaci z grona pozostałych jest dla mnie wadą, nad którą nie sposób przejść do porządku dziennego. Zwłaszcza jest to widoczne przy grze w trzy osoby, kiedy dysproporcja pomiędzy możliwościami gospodarza domu, a pozostałych mieszkańców aż kłuje w oczy - jednak już przy czterech uczestnikach widać, że rozgrywka wyraźnie nabiera rumieńców w porównaniu z wariantem trzyosobowym. Im więcej graczy bierze udział w rozgrywce, tym bardziej skomplikowana staje się partia - pomiędzy graczami błyskawicznie zawiązują się sojusze (niekoniecznie, wzorem serialu, skierowane przeciw gospodarzowi domu), przewidzenie poczynań współgraczy staje się coraz trudniejsze, a sytuacja na planszy zmienia się z każdą chwilą. Choć daleki jestem od określenia Alternatywy 4 jako gry złej czy niedopracowanej, to mimo wszystko trochę mnie ona rozczarowała. Spodziewałem się lekkiej, familijnej pozycji, a dostałem stosunkowo złożoną grę z dużą dawką negatywnej interakcji. Co samo w sobie nie jest wadą, stanęło jednak zupełnie w poprzek moim oczekiwaniom. Nawet jeśli te cechy potraktować jako zalety, to gra traci przez niezrównoważenie postaci i nie do końca działające reguły – przy mniejszej liczbie graczy Anioł zdecydowanie jawi się jako najkorzystniejszy wybór; zupełnie nie sprawdza się mechanizm zdobywania i licytacji towarów sklepowych, a brak wypraski i zbyt duże pionki jak na planszę tej wielkości tylko dodatkowo obniżają ocenę. W rezultacie Alternatywy 4 plasują się gdzieś w górnych rejestrach stanów średnich, choć wielbiciele serialu spokojnie mogą podnieść ocenę o jedno oczko – w końcu możliwość naśmiecenia znienawidzonemu Aniołowi na klatce schodowej tylko po to, by zgłosić go potem do administracji, to coś, o czym lokatorzy feralnego bloku na warszawskim Ursynowie mogli tylko pomarzyć. Plusy: nawiązanie do kultowego serialu wykonanie pozorna prostota skrywa bogactwo opcji Minusy: niezrównoważenie postaci mechanika towarów i licytacji nierzadki tłok na planszy brak wypraski i bałagan w pudełku Dziękujemy stowarzyszeniu Inte-Gra za udostępnienie gry do recenzji.Nad wszystkim czuwa , gospodarz domu,nie da on krzywdy zrobić nikomu. Gdynia została też tak zdominowana, że teraz boję się z domu wyjść. Chociaż dzięki Nad wszystkim czuwa gospodarz domu nie da on krzywdy zrobic nikomu. Marcia i jej trzecie oko pana kleksa czyli making off i wszystko to czego nie zobaczy sie nigdzie indziej.... ej jest takie slowo jak indziej..czy znowu cos mi sie pojebalo?Dzingels beels dzingells bells... dzwonia everywherrreee... :) To takie wlasnie zdjecia swiateczne. Kasia Laskowska tez przyznaje dala rade.. do konca z wozkiem i dzieckiem ogarniala co sie da...Koala ach Koala gral chlopca ktoremu zabiera sie plyte... super... Tu juz Andrzej Krzywy ktory mial jeden problem przez caly klip... Jak leca slowa tej piosenki :) RT @ERuciska: "Nad wszystkim czuwa gospodarz domu, nie da on krzywdy zrobić nikomu, zawsze pomoże, o każdej porze, o mój Boże" Alternatywy 4 @AndrzejDuda to kiedy #DymisjaBłaszczaka? 14 May 2023 13:02:38
3 września 2015 Społeczne, Wiadomości Zawsze myślałam, że takie rzeczy oglądać można tylko na szklanym ekranie, jednak całkiem niedaleko, w miejscowości Modliszewko w gminie Gniezno, mieszkańcy jednego z bloków mają własnego „gospodarza domu” podobnego do Stanisława Anioła z serialu Alternatywy 4. To również Stanisław, ale Stankowiak. Sytuacja na miejscu okazała się kuriozalna. Mieszkańcy musieli włamać się do pomieszczenia w piwnicy, gdzie znajdują się główne zawory, aby wykonać remont instalacji grzewczej, którą ze względu na ogromny koszt roczny ogrzewania chcą wymienić. Okazuje się, że blok numer 35 za ciepło w ubiegłym roku zapłacił około 95 tysięcy złotych. Mieszkańcy – oprócz miesięcznej opłaty w wysokości około 700 złotych – czasem dopłacają nawet po 8 tysięcy złotych. Ich sąsiedzi z bloku obok, korzystający z kotłowni na ekogroszek, łącznie w roku na ogrzewanie wydają około 11 tysięcy złotych. Wspólnota, która powstała w bloku nr 35, podjęła decyzję o wymianie instalacji grzewczej, jednak nie zgodził się na to jeden z mieszkańców, będący prezesem Spółdzielni Mieszkaniowej w Łabiszynku, Stanisław Stankowiak. Pomimo próśb nie wpuścił mieszkańców także do piwnicy, którą – jak mówią mieszkańcy – przywłaszczył sobie, w której to piwnicy znajdują się zawory niezbędne do przeprowadzenia remontu. Wspólnota większością głosów podjęła uchwałę o remontach. Cały czas trwa sprawa sądowa, założona przez jednego z właścicieli mieszkań Stanisława Stankowiaka prezesa spółdzielni, która wcześniej tym budynkiem zarządzała. Większość mieszkańców zgodziła się na zamontowanie nowego kotła na ekogroszek i w tej chwili przeprowadzamy remont. Nie możemy jednak wejść do pomieszczenia, gdzie znajdują się główne zawory, ponieważ klucz posiada pan Stankowiak – tłumaczy Maria Szoszorek,zarządca nieruchomości. Wściekli mieszkańcy nie widzieli już innego wyjścia w całej tej sytuacji. Spółdzielnia to prywatne ranczo pana prezesa i nikt nie ma prawa wtrącać się do jego spraw. Cała rada nadzorcza zawsze go popiera. W ubiegłym roku wystawił nam rachunek na 95 tysięcy złotych za ogrzewanie, a przecież zima była lekka – mówi Andrzej Nawrocki, mieszkaniec bloku. Prezes po powrocie do domu wezwał patrol policji, który poinformował o włamaniu do piwnicy. Nie chciał wypowiadać się do mediów ani komentować tej sytuacji; stwierdził, że pisma z prośbą o udostępnienie pomieszczenia nie otrzymał. Mieszkańcy zapewniają, że dokument dostarczany był trzykrotnie. Mamy prawo wejść do tego pomieszczenia, wysyłaliśmy pismo 2 razy, dostarczyliśmy je także żonie pana Stankowiaka. To nie było włamanie do piwnicy, a komisyjne otwarcie związane z wykonaniem prac i powołujemy się na zapisy w ustawie „Prawo o własności lokali”, która mówi że w razie potrzeby właściciel lokalu musi udostępnić pomieszczenie – mówi Daria Nawrocka, przewodnicząca zarządu wspólnoty mieszkaniowej. Zarządca nieruchomości tłumaczy, że jeśli firma wykonująca prace remontowe nie zostanie wpuszczona do pomieszczenia, a właściciel piwnicy założy nową kłódkę i zabierze klucze – po raz kolejny wejdą tam sami. W tym miejscu nasuwa się tylko jedno pytanie: jak długo jeszcze w naszym kraju takie nadużycia będą tolerowane, a głos tłumu zagłuszać będzie jedna najgłośniej krzycząca osoba?
Dorota Gardias ma dość miejskiego zgiełku: Kupiłam sobie drugi dom na Roztoczu. Data utworzenia: 4 marca 2023, 7:00. Dorota Gardias jest już zmęczona stołecznym życiem w biegu. Dlatego postanowiła zbudować sobie swoją oazę na Roztoczu. Będzie mogła tam wieść naprawdę wygodne życie, bo zamierza zbudować sobie aż dwa domy.Nad wszystkim czuwa gospodarz domu,ON krzywdy nie da zrobić nikomu domagam sie aby ta wypowiedzia zainteresował sie prokurator!!! Skomentuj Zgłoś nadużycie r. roger 27.02.2012 19:08:13. 94 views, 1 likes, 0 loves, 0 comments, 2 shares, Facebook Watch Videos from Postaw Na Wolność: Gospodarz Kraju Marszałek Sejmu Witek ☠️ "Nad wszystkim czuwa gospodarz domu, nie da on krzywdy zrobić